Dzisiejszy dzień jest okropny... Jestem przeziębiona i nie mogłam wyjść z domu. Wszystko przez to siedzenie na dachu, gdy było tak wietrznie. Ale kto mógł wtedy wiedzieć, że to tak się skończy... Moi rodzice już kilka stuleci bez przerwy spędzali czas na samym szczycie Notre Dame. Mimo iż warunki im nie sprzyjały to nic im nie było. Okropnym faktem jest to, że już we wtorek będzie Wigilia, a ja spędzę ją na pewno w łóżku... Ok... może jeszcze to przerzyję, ale jestem na siebie wściekła, że omninął mnie występ w szkole... Miałam śpiewać kolędy w szkole... przygotowywałam się do tego kolędowania tygodniami. Udało mi się już osiągać odpowiednią skalę głosu, a tu klops... choroba :/ Mam nadzieję, że jakaś straszyciółka mnie odwiedzi, bo straszne nudy straszą u mnie w domu. Najbardziej liczę na Robeccę, bo Venus ymm... źle znosi zimowy chłód. Ale z innej beczki... dostałam dzisiaj list od Garotta. Wspomnienia wracają, zawsze gdy słyszę jego imię robi mi się ciepło i przechodzi mnie miły dreszcz. No i oczywiście te jego romantyczne słowa... poczułam się znowu jak w Upioryżu, na samym szczycie restauracji, patrząc na wierzę Eiffla, wraz z nim u mojego boku. Ach.. jak ja chcę tam wrócić...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdego komcia ♥